Niecodziennik Muzealny - Radziszewo-Sieńczuch we wspomnieniach z okresu międzywojennego i II wojny światowej.

Poniedziałek
29
Czerwiec
2020

W maju na łamach „Codziennika Muzealnego” ukazał się fragment „Kroniki Radziszewa-Sieńczuch”, w którym opisano miejscowe legendy o błędnych ognikach i czarnym baranie. Dziś chcemy zaprezentować państwu równie ciekawy fragment wspomnień Ewy Trzaskiej, dotyczących okresu międzywojennego oraz II wojny światowej (do 1944 r.). Autorka skupiła się na opisie ubiorów i warunków bytowych mieszkańców podlaskiej wsi. Dużo uwagi poświęciła nauczaniu w Radziszewie, oraz tragicznym okupacyjnym losom jego mieszkańców.

Życzymy miłej lektury.

Prawdą też jest, że wieś nasza w latach dwudziestolecia międzywojennego była bardzo zacofana i biedna. W chałupach nie było drewnianych podłóg tylko gliniane polepy. W całej wsi było 7 szaf na ubrania. W pozostałych domach, w moim również, ubranie wisiało na strychu zaczepione u krokwi, a kobiece szatki leżały w wielkich skrzyniach zamkniętych na ogromne klucze.

Przez wieś prowadziła wąska, błotnista droga, na której gubili buty w błocie. Przy drodze stało 31 chałup pokrytych słomą. Jedna z tych chałup przetrwała do naszych czasów, stoi na środku wsi i należy do Leszczyńskiej Danuty, w latach czterdziestych była własnością rodziny Boguszewskich.

Starsi ludzie ubierali się w zgrzebne koszule, spodnie takież same, a na nogach nosili drewniaki. Kobiety również nosiły koszule lniane z szerokimi rękawami lub bez rękawów, spódnice marszczone zgrzebne i fartuchy z cienkiego lnu pięknie ozdobione. W niedzielę ubierali się w skurzane trzewiki i ubrania szyte z materiałów fabrycznych. Trzewiki w drodze do kościoła nosiły kobiety w garści, a mężczyźni na kijach zarzuconych na plecy. Blisko kościoła siadano na trawie i obuwano się. Dzieci chodziły do szkoły zimą w drewniakach, a latem na bosaka. Okryciem uczniów były stare kożuchy ojcowskie i matczyne chustki.

Większe dzieci biedniejszych szczególnie chłopców chodziła do szkoły od Wszystkich Świętych, od zakończenia pasienia krów. Nauka szła trudno. Brak było środków na książki i zeszyty. Niektóre dzieci musiały same zarabiać pieniądze na zeszyty zrywając jabłka u Żyda Josela, dzierżawiącego podworski sad w Czajach.

Ze wsi naszej nikt nie ukończył szkoły średniej, ponieważ edukacja podstawowa kończyła się na IV-tej klasie, do której trzeba było uczęszczać trzy lata – kursy zwały się a-b-c a do szkoły średniej przyjmowano po ukończeniu klasy VI. Jedynie jedna osoba zdobyła maturę, lecz nie przed, a po wybuchu II wojny światowej. Stało się to dzięki instruktorce młodzieżowej, która w 1935 roku zorganizowała Przysposobienie Rolnicze. Na kursie przygotowawczym do pracy w P. R. przodownik, którym byłam ja, poznałam instruktora Okręgowego Towarzystwa Organizacji Kółek Rolniczych p. Jana Olędzkiego dzięki niemu ukończyłam Szkołę Rolniczą w Mirosławicach koło Kutna: było to w 1938.

Po powrocie ze szkoły próbowałam szerzyć kulturę na wsi. Przede wszystkim wypleniłam w swoim obejściu chwasty, zasadziłam kwiaty i warzywa przywiezione z Mirosławic. Za moim przykładem poszły moje koleżanki. Próbowałam nawet rozpocząć budowę świetlicy wiejskiej. Zorganizowałam komitet społeczny. Nazbierano drzewa, potarto je na bale i złożono na placu jednego z rolników – Niestety drewno to „ulotniło się” w czasie działań wojennych. Zużył je na wykończenie swego domu ów rolnik – nazywał się on Stanisław Siekierko.

Społeczny Komitet Budowy dotarł nawet do hrabiego Potockiego w Rudce prosząc o jedną sosnę. Pan hrabia odpowiedział: „nie jestem św. Mikołajem”, ofiarował nam jeden złoty polski. Złotówki tej oczywiście nie przyjęliśmy. Pan Potocki nie jedną stracił sosnę, lecz całą swoją posiadłość musiał opuścić.

Ojciec mój uproszony przeze mnie kupił prawdziwą szafę na ubranie. Kupił mi również stary rower od proboszcza z parafii Winna. Oprócz mnie posiadaczami rowerów byli starsi chłopcy. Jeden nawet, nazywał się Kazik Radziszewski, kupił sobie nowy zielony rowerek, a trzej inni jeździli na starych, gorszych od mojej „maszyny”. Dwóch wybrało się nawet na swoich pojazdach na wycieczkę aż do Krakowa i Częstochowy.

W marcu 1939 roku, kiedy przeprowadzano pierwszą mobilizację, w czasie której zabrano dwóch chłopców z naszej wsi, ogłoszono apel do narodu o pomocy w zbrojeniu kraju. We wsi naszej zebrano około 10 kwintali żyta, sprzedano je, gotówkę przesłano do Warszawy. Jeden z moich starszych kolegów, nazywał się Wacek Kosiński, wykradł swemu ojcu 100 zł i przesłał je również na budowę samolotu.

We wrześniu 1939 roku wybuchła koszmarna II wojna światowa. W naszej wsi w dniu 28 sierpnia 1939 zmobilizowano 6 chłopców, dwu z nich przeżyło wojnę i niewolę niemiecką. Czterech wróciło do domów w październiku 1939 r.

Wrześniowa wojna nie spowodowała w naszej wsi żadnych szkód. Widzieliśmy tylko rozbitych wojaków ciągnących przez lasy i boczne drogi. Przejeżdżali również przez wieś uciekinierzy spod Wizny, Ostrołęki i Warszawy. Uciekali wciąż przed siebie. I jednych i drugich mieszkańcy naszej wsi przyjmowali gościnnie. Karmili chlebem z masłem – masła teraz było w bród – przed wojną sprzedawano je w Ciechanowcu, przeważnie Żydom, a w lecie letnikom z Warszawy.

Przy końcu września 1939 r. jednego dnia pojawili się Niemcy. Przyjechali na dwóch motocyklach z przyczepami. Przestraszeni ludzie pochowali się do swoich domów, a hitlerowcy przejechali przez wieś i zaraz ją opuścili nigdzie nie wstępując.

Od października 1939 roku do czerwca 1941 r. trwał okres władzy radzieckiej. Zorganizowano we wsi małą szkołę, w której uczył Jan Wróblewski. Ja ukończyłam średnią szkołę i otrzymałam świadectwo maturalne. Władze radzieckie traktowały ludzi dość dobrze. Do sklepiku przywożono trochę najpotrzebniejszych towarów: sól, naftę, czasem jakąś „szmatkę” na sukienki. Nie przywożono cukru. Herbatę słodzono sacharyną przemycaną z Generalnej Guberni.

Pod koniec czerwca wywieziono z naszej wsi do Kazachstanu dwie rodziny: kowala Krawczyka z żoną i córką Janiną (ich dwie córki mieszkały w Warszawie) i rodzinę Koców. Obie rodziny powróciły do kraju wiosną 1946 r. Dwu młodych chłopców zmobilizowano do Armii Czer[wonej]. Jeden zginął był to Marek Kosiński, a Adam Kryński powrócił.

Drugiego dnia, a raczej nazajutrz rano po wywiezieniu tych rodzin wybuchła wojna niemiecko-radziecka. Nad ranem na śpiących spokojnie Rosjan napadli Niemcy. Żołnierze radzieccy wyrwani z głębokiego snu uciekali w popłochu w samej bieliźnie.

Zwycięzcy Niemcy narzucili całemu wschodniemu regionowi kraju straszliwą okupację. Pozostała część Polski cierpiała okupację od 1939 r. po upadku. Z naszej wsi wywieźli na roboty do III Rzeszy 6 osób: Janka Radziszewskiego – (Kaziaka) Mariana Sawickiego, Dancię Radziszewską (Jancyków), Jankę Grochowską, Józika Komarowsiego, Janka Rozenkranca. Janek Radziszewski (Mikołajów) i Kazik Radziszewski (Andrzejów) przeszli długą niewolę w Niemczech. Najpierw w Stalagu a potem na robotach. Wrócili w 1945 roku.

Podobnie jak w całym kraju, tak i w naszej wsi rozpoczęto tajne nauczanie. W pierwszym półroczu 1941 – Niemcy pozwolili do wiosny na utworzenie I i II klasy szkoły podstawowej. Uczyła w tej szkole dziewczyna z Ciechanowca Zofia Bachurzewska. To dobrodziejstwo szybko się skończyło. Na wiosnę 1942 rozpędzili szkołę na „4 wiatry”. Nauczycielce kazali jechać na roboty do Niemiec, a dzieciom zbierać kamienie na polach. Na jesieni 1942, rozpoczęto tajne nauczanie. Zorganizowano je na dwu poziomach: szkoły średniej – prowadziła je moja koleżanka z gimnazjum w Drohiczynie Helena Zaniewicz. Uczyła ona grupkę starszych dzieci raczej młodzieży w mieszkaniu Stanisława Siekierki. Grupka ta liczyła 6-ciu chłopców. Nauka trwała do maja 1944. W maju żandarmi nad ranem wywieźli Siekierkę, jego żonę i najstarszego syna Henryka oraz nauczycielkę, a także naszego młodego sołtysa Franka Boguszewskiego do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Dziadka – staruszka Franciszka Radziszewskiego rozstrzelali na podwórku.

Drugą grupę na poziomie szkoły podstawowej uczyłam ja Ewa Trzaska. Grupa ta liczyła 12 osób – Przerobiono program kl. III, IV i V. Nauka odbywała się w moim domu. Dzieci przynosiły swoje książki i zeszyty na piersiach. W domu zawsze była przygotowana wełna. Na wypadek nagłego wtargnięcia Niemców dzieci maiły wrzucać książki do piwnicy z kartoflami i rozskubywać wełnę. Jakoś udawała się konspiracja dość długo. Niestety na początku kwietnia 1944 r., jeden z polskich policjantów, zaprzedany hitlerowcom, chłopiec z sąsiedniej wsi Łępice Władek Olszewski, zauważył pewnego dnia dzieci biegnące do naszego domu. Ten drań doniósł o tym żandarmom w Pobikrach.

Na drugi dzień Niemcy już byli w moim domu. Los jednak sprzyjał mnie bo w tym czasie nie było żadnego dziecka. Jeden z żandarmów uderzył mnie kolbą od karabinu – krzycząc „Wohin gehen Kinder”. Odpowiedziałam „Tu nie było żadnych dzieci.” Rozwścieczeni Niemcy zapędzili mnie do sołtysa Franka – którego wkrótce wywieziono do obozu. Zapytany sołtys, o tajne nauczanie odrzekł, że to nieprawda – on nic o tym nie wie. Wyciągnął natychmiast litr samogonu, a jego staruszka matka przyniosła miskę surowych jaj. Udobruchani hitlerowcy kazali mi odejść do domu, przykazując ostro nie zajmować się nauczaniem. Okrwawiona przywlokłem się – skradając po kryjomu za stodołami – do domu. Przez dwa dni przerwałam naukę, ale Niemcy nie pokazali się więcej. Rozpoczęłam lekcję odnowa. Prowadziłam je do końca czerwca 44.

Rodzina Siekierków, sołtys Franek, nauczycielka Hela Zaniewicz nie powrócili do ojczyzny. Skatowani zginęli w obozie. Powrócił tylko syn Siekierków – mocno okaleczony.

Przez cały okres okupacji przewijali się przez Radziszewo-Sieńczuch partyzanci z AK. Dowódcą oddziału był Tadeusz Prażmo. Zginął on w potyczce z Niemcami pod Boćkami, we wsi Bodaki. Kilka osób z naszej wsi było łącznikami. Mnie również wciągnięto do podziemia. Dość często ukrywali się w moim domu w ciągu dnia dowódcy poszczególnych oddziałów. Najczęściej pojawiali się Antek Kalinowski, Zygmunt Mańkowski, Stasio Gołaszewski i Tadzik Prażmo. Jednym z ważniejszych – czołowych przywódców AK, był Adolf Soszyński, który ukrywał się w naszej chacie tuż przed wyzwoleniem.

Źródło: E. Trzaska, Kronika wsi Radziszewo-Sieńczuch w. Łomżyńskie, zbiory Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu

fot. z wydawnictwa pt."Pośród drobnoszlacheckich zaścianków. Parafia pw. Św. Doroty Panny i Męczennicy w Winnie Poświętnej" autorstwa: Edyty Murawskkiej-Derewońko, ks. Krzysztofa Napiórkowskiego, Janusza Poryckiego, Zbigniewa Radziszewskiego, Norberta Dariusza Tomaszewskiego

Eryk Kotkowicz, adiunkt w Dziale Historycznym


Rodzina Boguszewskich z Radziszewa-Sieńczucha. (Zbiory rodziny Boguszewskich z kolonii Radziszewo-Sieńczuch)


Po tłoce u proboszcza Urbana Filipiaka, mieszkańcy Radziszewa-Sieńczuch. (Zbiory Zygmunta Radziszewskiego (Przyrotkowskich) z Radziszewa-Sieńczuch)


Wjazd kuligiem na posesję Tryniszewskich z kolonii Radziszewo_Sieńczuch. (Zbiory rodziny Niewiarowskich z Radziszewa-Sieńczuch)