Boże Narodzenie na Podlasiu

Среда
23
Декабрь
2020

Boże Narodzenie na tradycyjnej podlaskiej wsi to czas magiczny i pełen symboliki – szczególnie wigilia. Dawniej wierzono w niezwykłą wyjątkowość tego dnia. Mawiano, że na wigilii wszystko się zaczyna i kończy zarazem. Zaczyna się coś nowego bo na świat przyszedł Zbawiciel. „Ptaki niby dzwoneczki cieszą się kolędą, Chrystus nam się narodził i nowe dni będą”, głosi znane przysłowie. W wigilię miało być tak jak było w raju. Miłość, radość, pojednanie z ludźmi, zaproszenie do stołu umarłych. Nawet zwierzęta w tym czasie pełniły magiczne role. Według starych wierzeń, Ci którzy przychodzili z krainy umarłych mogli to robić w przeróżny sposób i pod różnymi postaciami. Ptak, zwierzę a może żebrak. Nie wolno było nikogo lekceważyć i nikomu odmówić pomocy ani gościny. Przyjęło się, że „Jaka wigilia taki cały rok”, więc każdy starał się przeżyć ten dzień jak najlepiej. W wigilijny poranek, pilnowano by pierwszym gościem w domu był mężczyzna, to dobra wróżba, zwiastująca zdrowie i pomyślność, gdy zaś do izby pierwsza zawitała kobieta wtedy cały rok mógł upłynąć pod znakiem chorób i nieszczęść. W niektórych wsiach natomiast tłumaczono to inaczej. Jeśli pierwszy do domu przyszedł mężczyzna wtedy w gospodarstwie urodzi się byczek a jeżeli kobieta - to jałoszka.

Wczesnym rankiem gospodarze szli do obejścia. Należało wszystko uprzątnąć. Odpowiednio wcześnie nakarmić zwierzęta, przygotować paszę na świąteczne dni, tak aby wieczór był już wolny. Kobiety zaś już od świtu, bardzo zajęte krzątały się po izbach. Choć gruntowne porządki dawno wykonano, bo pierwsze przygotowania zaczynano od św. Łucji czyli 13 grudnia, to jednak drobnych robót i w wigilię nie brakowało. Sprzątano, zamiatano, nawet nie prana bielizna nie mogła znajdować się tego dnia w domu, wszelkie nieczystości usuwano, mając nadzieję, że w ten sposób usuwa się też złego ducha.

Podczas wigilii w izbach panowała podniosła atmosfera. Na środku stał stół – domowy ołtarz. Na nim gruba warstwa siana, wokół podłoga zasłana słomą a w kącie snop, piękny, okazały wybrany do tego celu już podczas żniw. „Stary zwyczaj mają chrześcijańskie domy na Boże Narodzenie po izbie słać słomę”. Wszystko po to, by całe pomieszczenie przypominało miejsce narodzin Dzieciątka. Za świętymi obrazami i na tramie zawieszano świerkowe i jodłowe gałązki. Zapach igliwia przyjemnie roznosił się po wszystkich kątach, a był rzadkością bo na co dzień unikano drzew iglastych w obejściu. Choinka w znanej nam formie, na dobre zagościła w podlaskich chatach dopiero w latach 50-tych XX wieku.

W Polsce, czy to na wsi czy w mieście, u bogatych czy biednych, nie było wigilii bez opłatka. Bywało i tak, że w trudnych momentach naszej historii to opłatek był całą wigilią… Skromny wypiek z mąki i wody a zawiera się w nim tak wielka symbolika. Dzielenie się opłatkiem to przeżywana z pietyzmem, chwila niekłamanych wzruszeń. Życzono sobie wtedy szczerze i z głębi serca, wszystkiego co najlepsze. „Daj Boże abyśmy za rok doczekali”, mawiano. Wigilię spożywano w uroczystej atmosferze, raczej w ciszy. Od stołu mogła wstawać tylko gospodyni. Z tego co i jak spożywano można było wnioskować o pomyślności przyszłorocznych upraw. I tak na przykład, wśród biednej ludności wiejskiej, panował zwyczaj jadania na wigilię prażonego grochu. Podawano go w jednej, dużej misce bez jakiejkolwiek omasty a domownicy jedli rękoma. Najstarszy w rodzinie rozrzucał garść grochu po izbie, co miało sprawić że w przyszłym roku groch będzie obfity i dorodny. Przyjęło się że im więcej dań wigilijnym stole tym lepiej. W różnych rejonach Polski panowały różne zwyczaje, bardzo często powtarzało się wierzenie, że powinna to być liczba nieparzysta. Ale zdecydowanie najczęściej spotykano twierdzenie, że potraw musi być 12 na pamiątkę 12 apostołów, a także dlatego, że w roku jest 12 miesięcy. Aby w żadnym z nich nie zabrakło jedzenia, należało tak przygotować wieczerzę by na stole pojawiły się produkty z pola, lasu, wody, ogrodu i sadu, bo w przeciwnym razie za rok mógłby spotkać nas nieurodzaj. W wigilię wszystko pozostawiano na stole, aby w nocy mogły się posilić duchy zmarłych przodków. Po kolacji gospodarze udawali się do swoich zwierząt by i z nimi podzielić się specjalnym, kolorowym opłatkiem. Wierzono, że tej nocy zwierzęta potrafią mówić. Z ich zachowania odczytywano bliższą i dalszą przyszłość. Należało także odwiedzić przydomową pasiekę, by każdej z rodzin pszczelich z osobna, obwieścić, że oto narodził się Zbawiciel. W oczach ludu, pszczoła była jednym z najdoskonalszych boskich dzieł i dlatego należało jej się wyjątkowe traktowanie.

Noc wigilijną, wieńczyła uroczysta pasterka na którą, schodzono się bardzo tłumnie. Była to jedyna msza w roku, podczas której wybaczano liczne żarty i psikusy rozbawionej młodzieży. Do domów, wracano w wesołych gromadach, podśpiewując kolędy. Kiedy przychodził nareszcie czas na odpoczynek było już bardzo późno. Podrzucano tyko drwa do pieca, by odwiedzające dom dusze mogły się ogrzać w jego cieple i wtedy na kilka godzin wieś cichła. Nie trwało to długo, bo już od samego rana, dnia Bożego Narodzenia, po wioskach wędrowały bardzo liczne grupy kolędnicze z tradycyjnym herodowym repertuarem i kolędą na ustach. Trwał wyczekiwany czas zabawy i świętowania.

tekst: Agnieszka Kiersnowska, Dział Etnograficzny
fot. Artur Warchala